Rozdział II: Mała przemiana...
*perspektywa Jack'a*
Biegłem na czuja. Nie pamiętałem zbytnio planu pizzerii. Wiem, że na pewno minęliśmy korytarz i jeszcze jakieś duże pomieszczenie. Zatrzymaliśmy się.
Jack:Meg, włącz latarkę.
Megan od razu zaświeciła latarką. Rozejrzałem się. Ujrzałem stolik, na którym znajdowały się urodzinowe czapeczki, jak zresztą na chyba wszystkich stołach. Obok niego unosiły się baloniki, a na dole leżały nierozpakowane prezenty, które najprawdopodobniej służyły jako ozdoby. Na ścianach rozwieszone były papierowe pizze i rysunki, a na ziemi leżał zepsuty animatronik- był to Toy Foxy, zwany również Mangle. Bardzo interesowały mnie roboty, ale moją uwagę przykuło coś innego. Przyglądałem się malunkom. Widniały na nich przeważnie dzieci i animatroniki, niekiedy również same "roboty". Wszystkie rozpoznawałem bez problemu. Hej! Nie wszystkie... Na jednym z nich widniało pudło oraz... trudno to zidentyfikować... nie wyglądało mi to zbytnio na animatronika. Ujmę to jako "takie czarno-białe coś". Nie mogłem dojrzeć zbytnio przodu głowy tego czegoś, widziałem jedynie czarne oczy i uśmiech w tym samym kolorze. Nie przypominam sobie tego animatronika... Może jest nowy ? Albo tylko niektóre dzieci go widziały ? Albo został po prostu wymyślony ? Nie wiem, choć chodzę tu non stop przez jakieś... 10 lat lub więcej.
Meg:Coś ty się tak zapatrzył ? Ach, Mangle cię interesuje, tak ?
Jack:To też, ale spójrz na rysunki.-mówiąc to, wskazałem palca na owe coś-Przypominasz sobie tego animatrona ?
Meg:No... nie za bardzo... A co to jest konkretnie ?-spojrzała się na mnie pytającym wzrokiem.
Jack:Sam chciałbym wiedzieć.-wzdychnąłem.
Mel:Heheh... Ale tak fajnie wygląda... jej ciało przypomina mi jakąś marionetkę... Rina, jak jest marionetka po angielsku ?
Rina:Hmmm... Ach, wiem ! To Puppet !-powiedziała, po czym się uśmiechnęła.
Mel:To zamiast niesamowitej nazwy "to coś" może nazwiemy tego animatronika Puppet ?-zaśmiała się.
Jack:Moja nazwa była lepsza.-zrobiłem obrażoną minę.
Ben w odpowiedzi puknął mnie w głowę, aż prawie się przewróciłem. Spojrzałem się na niego morderczym wzrokiem popchnąłem go prosto na Mangle...
Ben:N-nic m-mi nie jest...
Jack:Sorka, nie miało być tak mocno...
Ben:Nie szkodzi.
Szatyn ułożył się wygodniej na endoszkielecie Toy Foxy'ego. Zastanawiałem się, jak może mu być wygodnie na tej kupie metalu... Wtem usłyszeliśmy... zepsute radio ?
*perspektywa Ben'a*
Leżałem sobie wygodnie na animatroniku, gdy nagle poczułem drganie pod sobą i usłyszałem coś w stylu zepsutego radia. Od razu podskoczyłem. Tak cudownie poleciałem do przodu, że spadłem razem z Jack'iem, który próbował mnie utrzymać. Zapewne by mnie zlał gdyby nie fakt, że byliśmy w środku pizzerii o 1:00 w nocy, a w dodatku już drugi animatron się uruchamia samoistnie !
Mel:Jakie... cudowne...-mówiąc to zaczęła podchodzić do Toy Foxy'ego, który zachowywał się, jakby miał drgawki.
Meg:Czy ty do reszty zwariowałaś ?! Uciekamy !
Mel:Nie... ona.. HAHAHAHAHAHAHAHA !
Zdziwiło mnie zachowanie Melody... Zwykle była spokojna, a teraz jeszcze podchodziła do Mangle, która mogła okazać się niebezpieczna ! W dodatku... Jej śmiech... On nie był normalny... Pierwszy raz u niej taki słyszę. Był jakiś... szalony albo obłąkany. Martwię się o moją przyjaciółkę.
Rina:Mel, to nie jest śmieszne ! Musimy wiać ! Ona może nie być taka przyjazna, jak ci się wydaje.
Melody odwróciła się do nas twarzą. Jej twarz nie wyglądała tak samo... Oczy nie były fioletowe. Białka i tęczówki były czarne, a jej|od autorki: nie działa mi klawisz: z z kreską, przepraszam z góry| zrenice były malusieńkie i białe. Zupełnie jak oczy Toy Foxy'ego. Twarz miała uśmiechniętą z wyszczerzonymi zębami.
Mel:Ale mi się podoba... I chcę ją obejrzeć ! HAHAHA !
Gdy to powiedziała, zaczęła biec od animatronika. Jakie my mieliśmy szczęście, że mamy w grupie sportowca ! Jack chwycił ją w biegu za nadgarstek i przyciągnął do reszty grupy.
Mel:Nie zatrzymuj mnie !-krzyknęła i przywaliła mu pięścią w twarz.
Dziewczyna zaczęła biec do animatronika, ale się zatrzymała. Obróciła się do nas i zaczęła biec do nieszczęsnego Jack'a. Na szczęście była już normalna ! Bałem się, że zrobi coś sobie i przy okazji nam...
Mel:Jack! Nic ci nie jest! Przepraszam! N-nie ch-chciałam, a-aby t-tak w-wyszło...-zaczęła się tłumaczyć z zatroskaną miną i łzami w oczach.
Jack:Nie, nic mi nie jest.- odpowiedział z uśmiechem, który zapewne miał zamaskować bolący wyraz twarzy.
Z jaką siłą ona go musiała pierdyknąć ?! Przecież mu krew leciała z nosa ! Miał łzy w oczach ! Co jest z nią nie tak ?!
Ben:Dobra, nieważne, co się stało, wyjaśnimy to kiedy indziej... Rin, umiesz chyba robić opatrunki ?
Rina:Tak, od dzieciństwa. Dobrze, że przewidziałam, że coś się może stać.- powiedziała i się uśmiechnęła.
Nasza nastoletnia lekarka zaczęła działać przy jego nosie. Melody nie przestawała płakać. Próbowaliśmy ją uspokoić, ale nie dawało to skutku.
Meg:Ale tak właściwie, dlaczego go pobiłaś ? Przecież to nie był przypadek...
Mel:J-ja w-wiem. N-nie w-wiem d-dlacz-czego, a-ale s-strac-cił-łam n-nad-d s-sob-bą k-kontro-olę-ę.
Jack:Ej... a tak w ogóle, to gdzie jest Rudy ?
Rina:Kurde, chyba go zgubiliśmy !
Melody momentalnie przestała ryczeć i przybrała bojową postawę.
Mel:No dobra, skończymy robić opatrunek i ruszamy szukać Rudego !
Szybko się uwinęliśmy. Była już 1:30. Byliśmy gotowi go szukać. Mangle dalej wydawała te odgłosy, ale się tym nie przejmowaliśmy. W końcu to pewnie przez moje turbulencje. Wyszliśmy z pomieszczenia. Miałem złe przeczucia...





